Izabela Czartoryska – Fragmenty pamiętników (część 3)
- czytamszeptem
- 24 sie 2025
- 5 minut(y) czytania
Zastałam dom cały, oficyny, domy i domki zajęte przez wojskowych. Generał Michelson i niezliczona moc oficerów moskiewskich rozkwaterowani po całych Puławach. W pierwszych momentach nie mogłam się pomiarkować. W tej ciżbie ludzi obcych, którzy coraz co innego mi gadali, zaczęłam na końcu wątpić, żeby Alexander miał być w Puławach. Wiele temu nie wierzyło. Jedni radzili, żebym żadnego przygotowania nie czyniła, drudzy jakieś milczenie posądzające, z miną drwiącą utrzymywali.
W tym warze, w tej niepewności, daleka od mego męża, głowę traciłam, kiedy sztafeta od mego syna koniec tym wątpliwościom zrobiła. Mój syn donosił mi w tym liście, że Imperator będzie w Puławach dnia …

Żebym pokoje dla niego starannie przygotowała i cały dom urządziła jak najlepiej. Ta sztafeta zatrzymana, czyli leniwie idąca, trzy dni tylko przed terminem przyszła.
Przeczytawszy ten list, wspomniałam nie bez trwogi, że nie spodziewając się takiego gościa, mój mąż był w Sieniawie; że tam z nim kucharze najlepsi, cukiernik, srebra wszystkie, pojazdy, konie, kamerdynery i dom cały. Bośmy do Puław nie myśleli tak szybko wracać. Przy tym pokoje nieoporządzone, meble powywożone do reparacji. Zgoła wszystko w największym nieporządku a tylko trzy dni do wszelkich przygotowań.
Co się ze mną na ów czas działo, niech sobie każdy gospodarz w domu, oczekując takiego gościa, sobie wystawi.
Kurierów porozsyłałam zaraz po mego męża i po cały dom. Od Pana Zamoyskiego kucharza, cukiernika, bojąc się, że nasze na czas nie staną. Apartament na górze sama stroiłam. Portiery, firanki, obicia, dzień i noc przybijali. Meble, szafy, stoły, stołki, zwierciadła, obrazy z moich pokoi przeniosłam i w dwa dni tak wykształciłam te pokoje, tak pięknie, żem się sama nadziwić nie mogła. Wieczorem na drugi dzień, wszystko ukończywszy, chciałam odpocząć i położywszy się ubrana na łóżku, rozmyślałam nad tym trafem osobliwszym, kiedy moja sługa młoda i niedawna, wpadła do mego pokoju, mówiąc, że jakiś jegomość młody koniecznie się do mnie napiera. Jeszczem nie odpowiedziała, kiedy się drzwi otworzyły i mego syna usłyszałam.
Przyjazd Alexandra
Przyjechawszy do Puław z Wołynia, przez dni cztery byłam w oczekiwaniu Imperatora. Ten czas spędziłam na rozmaitych przygotowaniach. Co dzień czekano, dzień i noc wszelka gotowość była. Pokoje oświecone wszystkie do białego dnia. Kamerdynerzy oficjalni i cały dom w gotowości i na swoich miejscach bez ustanku. Wiedzieliśmy, że na Brześć jadąc, w Międzyrzeczu będzie nocował, u mego Syna Konstantego. Ten miał go tam przyjmować, a potem wyprzedzić i dać znać, jak się do Puław będzie zbliżać. Lecz austriacki rząd surowo zakazawszy, żeby ktokolwiek bądź nie śmiał dawać koni lub przewodnika Imperatorowi, nikt o tym nie pomyślał. Rząd zaś, dawszy złe konie, dodał swoich oficjalistów na przewodników, którzy nie bywszy nigdzie w tej stronie, drogi nie znali i cały dzień błądzili.
Około dwunastej w nocy, czwartego dnia, wszyscy się położywszy spać, nikt nie spodziewał się, żeby tak późno zjechał Imperator. Szczęściem, że podług układu, pokoje oświecone zostały i ludzie nasi z Majorem Orłowskim w apartamencie Imperatora czekali, jak i innych dni. O drugiej po północy, raptem warta zawołała, że Imperator idzie. Major Orłowski pobiegł ze świecami i ze wszystkimi ludźmi na dół i niezmiernie zdziwiony został, widząc tego, którego mianowali Imperatorem, piechotą idącego, błotem cały zbruzgany, któremu Żyd latarenką świecił.
Pierwsze słowo jego było: „Proszę nikogo nie budzić.” Po tym się jeszcze do Majora Orłowskiego udając. „Ja tylko łóżka potrzebuję, bom zmęczony, gdyż półmili piechotą uszłem.”
Przewodniki austriackie drogi nie widzieli, całe pół dnia błądzili, na ostatek widząc, że po ciemku nie trafią, pouciekali. Na ten czas, furmany chcąc dalej jechać, na pień uderzywszy, karetę połamali. Wśród ciemnej nocy, dla Imperatora, znaleźć się w lesie nieznajomym, w Kraju cudzym, z dwoma tylko ludźmi swemi, nie było rzeczą przyjemną. Osobliwie dla tego, który nigdy jeszcze z pałacu swego Petersburskiego nie był wyjechał i pierwszy raz na inny świat się puszczał. W tej okoliczności miał za największe szczęście, wypadek u nas dość pospolity, że Żyda spotkał, który kufę gorzałki wioząc, nocował niedaleko drogi, czekając na zorzę, by dalej jechać. Żyd, dowiedziawszy się, że to ten Imperator w błocie siedzi, o którym po całej okolicy od tygodnia gadają, na którego wszędzie czekają, przysunąwszy się bliżej, zaproponował kilka sposobów dojechania do Puław. Pierwszy, że rozświeciwszy krzesiwkiem, ognia zapali łojową świeczkę, którą od przypadku miał w latarence na wpół stłuczonej, i że kufę z wozu zrzuci, a Imperatora na tymże ulokuje. Drugi sposób, że Puławy będąc blisko, piechotą ścieżkami przeprowadzi, świecąc swoją latarnią.
Tego się Imperator chwycił i piechotą z tym Żydem doszedł do Pałacu, zmęczony, zmoczony i zbłocony. Zaprowadzony na górę, nie chciał kolacji, ale buty sobie ściągnął i płaszczem zawinięty, bo nie miał nic z sobą, położył się na łóżku i spał do siódmej godziny.

1 Dzień
Tak cicho przyjazd imperatora się zrobił, że nikt z nas nic nie słyszał. On sam bardzo zalecał, żeby hałasu żadnego nie dozwolić i nikogo nie budzić.
Nazajutrz niezmierny skutek ta nowina uczyniła i po całych Puławach straszny się zrobił ruch i poruszenie. Warta niezmierna pod moimi oknami zaciągnęła. Ja zaś obudziwszy się, z razu nie mogłam się zreflektować czy to na jawie, czy to sen. Lecz po tym, o śniadaniu Imperatora zaczęłam myśleć.
Na złotej tacy, najpiękniejsze dwie filiżanki z porcelany francuskiej – jedna duża, druga mała. Kryształy angielskie na cukier, na masło, takie w złoto oprawione. Łyżeczki złote, kamieniami sadzone. Wanienka kryształowa z wodą, kawa w tureckim, rzadkim imbryku, śmietana w porcelanowym, szafirowym garnuszku ze złotym uchem, placki, sucharki, grzanki na drugiej złotej tacy posłałam na górę przez kamerdynerów.
Imperator wypił smaczno, kazał podziękować i dołożyć, że nigdy tak pięknego śniadania nie miał i tak smacznego. To się co dzień równie odbywało.
Po śniadaniu, mój mąż i ja, kazaliśmy się zapytać, o której godzinie możemy się prezentować. Kazał na jedenastą do siebie prosić. Jak do tej już pory dochodziło, poszliśmy sami, we dwóch do niego. Zastaliśmy go zupełnie ubranego w mundurze, chodzącego po pokoju z moim synem. Wyraziwszy naszą wdzięczność, że w dom nasz przyjechał, zapytaliśmy go czy nie żąda jakąś odmianę w pokojach, lub w ułożeniu onych. Na to podziękowanie oświadczył i dodał, że nam więcej winien wdzięczności.
Kontekst historyczny:
Imperator Alexander to Aleksander I Romanow (1777–1825) – cesarz Rosji od 1801 roku, syn Pawła I i wnuk Katarzyny II. W młodości kształcony w duchu oświecenia, łączył liberalne idee z autokratycznym stylem rządzenia. Po objęciu tronu w wyniku zamachu stanu na własnego ojca, rozpoczął reformy administracyjne i oświatowe, jednak z czasem stawał się coraz bardziej konserwatywny.
Odegrał kluczową rolę w pokonaniu Napoleona – zarówno jako sojusznik, jak i przeciwnik. Po Kongresie Wiedeńskim (1815) był jednym z architektów Świętego Przymierza – sojuszu monarchów europejskich mającego gwarantować porządek po epoce rewolucji. W Królestwie Polskim, utworzonym w 1815 roku, był formalnie królem i przyznał mu liberalną konstytucję, choć w praktyce coraz silniej ograniczał swobody obywatelskie.
Zmarł nagle na południu Rosji w 1825 roku. Jego śmierć zapoczątkowała kryzys sukcesji i bunt dekabrystów.



Komentarze