XVIII wiek i przemoc wobec kobiet
- czytamszeptem
- 26 sie 2025
- 4 minut(y) czytania
Współczesna pamięć o szlachciankach i arystokratkach często bywa zafałszowana. Kobiety te asocjowane są z przepychem, próżnością, a niekiedy nawet rozwiązłością, jednak prawdziwe świadectwa z epoki pokazują coś zupełnie innego.
Przemoc wobec kobiet to nie tylko opowieść naszych czasów. Manuskrypty i listy z XVIII/XIX wieku ukazują historię kobiet uwikłanych w sytuacje bez wyjścia, bez prawa do decydowania o sobie, często cierpiących w milczeniu, historię zależności i strachu – ale też odwagi i siły.
Trzy fragmenty, które zamieszczamy poniżej, różnią się od siebie sytuacją oraz okolicznościami. Powstały na przestrzeni dwudziestu lat, co pokazuje, że nie były to wydarzenia jednostkowe ani wyjątkowe. Młoda dziewczyna porwana przez żołnierzy, kobieta wbrew sobie wydana za mąż, bita i upokarzana przez męża, pozbawiona dziecka, czy inne, upokarzane i zastraszane przez pijanych oficerów, które nawet we własnym domu nie mogły czuć się bezpieczne. To nie są wyjątki, to fragment większego obrazu. To świat, w którym kobieta, nawet arystokratka, była bezsilna, narażona na różne formy przemocy: wojennej, rodzinnej, społecznej.
Dziś łatwo żartować, powtarzać obiegowe opinie, sprowadzać tamte kobiety do anegdoty, ale jeśli chcemy naprawdę poznać historię, musimy wsłuchać się w to, co same pisały.
Przemoc wobec kobiet miała – i nadal ma – wiele twarzy.
***
Puławy, 2 sierpnia 1792
Jeszcze w oblężeniu – już siódmy dzień, jak z progu nie wychodzę, bo tak, jak okiem rzucić, tak wszystko Moskale. Szkody mamy na ponad czterysta tysięcy – wszystko zniszczone. W Litwie toż samo. Pozostaje tylko Bogu ofiarować i cierpieć. Nie ma innego wyjścia – taką drogę trzeba obrać.
Pożóg był wszędzie – ale tak się o wszystko troszczyłam, że udało się ocalić najwięcej. Nawet pszenica jeszcze stoi. Ale nasze pole – zdeptane, wycięte do cna.
Nie będę wam Pani pisać o naszych stratach – temat jest zbyt smutny, a i tak już nic nie pomoże. Co się jeszcze zostało, to jedynie winnam mojej odwadze, żem się tu została.
Ale co odwagi to odwagi trzeba było. Cóż robić – stało się.
Dobrze, że Ciebie tu nie było – tyle razy dziennie byłabyś się wykrzywiała. Sto razy na dzień te figury wszędzie się snują.
Branickiego nie ma – wyjechał do Dubna. Bohaterowie są wściekli, że król przystąpił – bo choć to nasza hańba, dla mnie to jednak na rękę.
Miączyński został wybrany marszałkiem w Lublinie.
Zubow wykradł Trcińską, córkę Podstarosty i włóczy ją po obozie. Matka w desperacji największej.
Mojego syna spodziewam się lada chwila.
Lydziatowicz wczoraj powrócił, złapany był przez Kozaków o milę od Końskiej Woli. Zrabowali go ze szczętem i zaczęli już kłuć i w krzaki wlec. Ale Bóg zesłał w to miejsce Komendę, przy której był sierżant Polak. Ten go wybawił. Ale kilka minut później to już po nim było. Niesłychanie rabują.
Kiedy ja Ciebie zobaczę, moja duszo. Ściskam Cię serdecznie.
***
Moja kochana,
przyszło mi do głowy dziś w nocy, że jak Książę Würtemberski przyjedzie, to może będzie chciał przymusić żonę, żeby brała lekarstwa od jego Cyrulika pułkowego. Zmiłuj się, żeby tego nie robiła, bo może sobie zaszkodzić. Niech już lepiej od tych bierze, aż Gottz przyjedzie, co teraz.
Ja się gryzę o Marysie i turbuję. Posyłam Ci sztafetę, z moim zmartwieniem, żeby tego felczera nie brali. On dałby jej silne lekarstwa i popsułby jej zdrowie.
Napisz jak się moja Marysia* ma, najdokładniej i ze wszystkimi szczegółami.
______
*Marysia czyli z Książąt Czartoryskich Księżna Würtemberska była najstarszą córką u Rodziców, którzy wydali ją, radząc się własnej próżności a nie Jej szczęścia, bardzo młodo za made niemieckie Książątko, za Księcia Würtemberskiego, skoligaconego z domami panującymi. On ją pojął za żonę, bo przyniosła mu bogate wiano w posagu, bo była piękną i z wielkiego Rodu w Polsce, która jeszcze natenczas znaczyła coś w Europie. Ale okropnie męczył żonę. Zawiózł do zamku w Niemczech prawie opustoszałego, otoczył cudzoziemkami, zaprowadził sztywną niemiecką etykietę na swoim dworze. Kazał Jej się sciśle stosować. Bił ją.
Po całych dniach polował a tymczasem kazał jej dzień w dzień myć dukaty ze swego skarbu. Tak podłe zajęcie w rozpacz ją wprawiało. Po urodzeniu syna jedynaka, któremu dała na Chrzcie imię ojcowskie: Adam, przyjechała do Polski i osiadła przy rodzicach na zawsze. Mąż jej syna zatrzymał, co ją całe życie nękało srodze, bo go tak wychował jakim sam był. Kiedy Książę Würtemberski potrzebował pieniędzy, zbliżał się do żony, żeby coś od jej rodziców dostać. A syn Księżny w 1831 roku, dowodząc wojsko moskiewskie, zajmujące natenczas Puławy po bitwie pod Kazimierzem, kazał strzelać do pałacu, w którym matka jego i babka, Księżna Jenerałowa Czartoryska i cała ich rodzina byli zgromadzeni. Kule po pokojach od strony dziedzińca przez okna wpadłe, na posadzkach zbierano, a po zajęciu całego kraju przez Cesarza Mikołaja, prosił w nagrodę zasług swoich o konfiskatę majątków matczynych i zajął je na własność. Nużony sumieniem, ofiarował matce lichą pensję, której nigdy nie przyjęła i do śmierci żyła w Paryżu, przy bracie, Księciu Adamie Czartoryskim.
***
Fragment pamiętników (1812)
25 kwietnia do góry oddział Lasowa przyszedł. Pana majora Orłowskiego wyrzucili z własnego domu i tam kwaterę dla generała Gutschmida zapisali. Trzech oficerów Lasowa do Puław przyjechało. Przyszli z wizytą na górę. Prosiłam ich na obiad.
Jeden niemłody, prostej duszy i obejścia, lecz dobry i nienatrętny. Drudzy dwaj bez żadnej edukacji i do zbytku głupi. Jak obiadowa godzina nadeszła, to przyszło tylko dwóch. Stary, który pierwszy tu mianowany i jeden z tamtych. Trzeci tak się był upił, że go z sobą nie ciągali.
Po obiedzie, na którym siląc się do gadania po niemiecku, apetyt straciłam, przekonałam się, że moi goście o niczym na świecie nie słyszeli i nie wiedzą.
Tymczasem ten, co się był upił, hałasy robił po domach na dole. U Pani Orłowskiej, w jej obecności na iny stół wrócił wino i jadło, które podchlebiano robić, że nikt już widzieć nie będzie. Musiało go dwóch ludzi wziąć, na siennika położyć, na którym szczęśliwie usnął. Po obudzeniu poszedł do Pani Polcowej, która pensję trzyma i panienki edukuje – bardzo nieprzyzwoicie się popisali. Wszystkich nastraszyli, aż ich Polcowa wypchnąć musiała.
Stamtąd wpadli do Sandrowej Kupcowej, bogatej, w połogu będącej. Tę mocno przelękli krzykiem i nieprzyzwoitym obyciem, aż kapitan, który się był przewiózł z góry w ten moment, dowiedziawszy się o tym wszystkim, sam przyszedł i powypędzał ich, z rozkazem by zaraz do komendy wrócili.
Tymczasem, żołnierze jascy chłopom wszystko zabierali, kobiety bili i ekscesy sobie pozwalali. I ja widząc, że rady z tym sobie dać nie potrafię, a będąc przynaglona wracać do Sieniawy, 27 kwietnia wyjechałam.




Komentarze