top of page
Szukaj

Pierwsze loty balonowe w Polsce

1 marca 1784, Warszawa

Datuję mój list, moja droga przyjaciółko, na dzień, który jest dla ciebie ulubiony. Jest on także moim, ponieważ widziałam, jak przyszłaś na świat.

Wczoraj balon został wypuszczony na dziedzińcu księżnej C. Była tam nieskończona ilość ludzi. Pan John stał przy otwartym oknie, ale odwrócony plecami do tego nieszczęsnego balonu, który jednak nic mu nie zrobił.

Dowiedziałam się, że książę Stolnik w chwili niebezpieczeństwa swojej żony wysłał 20 tysięcy franków na dziecko […] i 10 tysięcy więźniom zatrzymanym za długi. Podoba mi się ten sposób, by się dobrze ustawić wobec opatrzności. Gdybym była bogata, zawsze bym tak postępowała i można by powiedzieć: i ja Czartoryska, i ty Czartoryska.

Pogoda była okropna, ale właśnie się poprawiła.

Zrobiliśmy bardzo wesoły obiad w Marymoncie i będziemy mieli inny w eremie w Powązkach w środę. Słynny Paisiello jest tutaj i zajmuje wszystkich. Pan Stanisław otrzymał pendant do swojej Lukrecji, czyli Kleopatrę, ale nie tak piękną. Są uczty każdego dnia. U pani Krakowskiej trzy razy w tygodniu. U pani Mniszkowej we wtorki. U księżnej Miecznikowej w piątki i niedziele. Co do mnie, nie mogę często jeść obiadu u siebie, bo mój kucharz jest okropny. Kiedy nie mogę zrobić inaczej, wtedy Borkowska gotuje mi obiad. Smuglewicz, czyli ten, który przybył z Rzymu, przyczynia się bardzo dla mnie do przyjemności towarzystwa. Przychodzi do mnie i uczy mnie wielu ładnych rzeczy.

Moja droga przyjaciółko, od dwóch dni mam ten sam sen: że mnie ostrzegają, abym zajęła się Kostusiem, aby mu przeszkodzić mieć […] na wodzie. To tylko sen, zgadzam się. Ale jestem matką i to moje dziecko: to mnie dręczy i myślę o tym bez przerwy. Nie mogę napisać o tym panu Ciesielskiemu, bo by się śmiał, ale proszę cię, moja droga przyjaciółko, powiedz mu ode mnie, że pan John mówił i zalecał, aby ani wy, ani moi synowie nie chodzili w stronę rzeki ani na nią, ponieważ mgły, które często się tworzą, czynią w tej porze roku wszystko, co jest blisko rzek i wód, bardzo niebezpiecznym. Proszę cię, abyś mu to powiedziała i dodała, że tego wyraźnie wymagam.

Pani Konstancja - mówię bez ustanku panu Johnowi, by przysłał jej lekarstwa. Ale on nic nie odpowiada i odwraca się. Ucałuj ją czule, tak samo jak serce i Starościankę. Mam w domu piękne róże i inne kwiaty w donicach, ale na moim piętrze ani jednej. Żegnaj, moja dobra przyjaciółko, kocham cię bardzo czule i ściskam cię z całego serca.



8 marca

Moja droga przyjaciółko, zamiast napisać do ciebie, jak sobie to zaplanowałam, mogłam to zrobić dopiero dziś rano.

Pan John kazał mi przyłożyć pęcherzniki na oba ramiona, które sprawiły mi straszny ból i odbierały możliwość poruszania rękami.

Dziś ból jest mniejszy i piszę do ciebie.

Moja droga przyjaciółko, kocham cię, to nie jest dla ciebie nic nowego. Ale sposób, w jaki każda okoliczność rozwija to uczucie w moim sercu, jest tak różny, że trzeba by ci o nim mówić bez przerwy, aby ci go dobrze wytłumaczyć. Moja Maryniu, żebyś tak była szczęśliwa, jak ja układam często, a jak ustawicznie życzę, to byś czuła co moment, że to matka twój los układała.

Od kilku dni jest wspaniała pogoda: nie mogę się nią nasycić i już myślę, by spacerować tam i z powrotem. Ale błoto i wody są straszne. Wypuszczono drugi balon, większy od pierwszego: to było ze środka Wisły. Widowisko było wspaniałe. Oba brzegi i część rzeki były pokryte ludźmi, taras zamku także. Wzniósł się także bardzo wysoko, potem szybko się podniósł i widzieliśmy go przez osiem minut bardzo wyraźnie. Następnie stał się jak punkt i można go było stracić z oczu. Jeszcze nie wiadomo, gdzie spadł: pierwszy został znaleziony w Stanisławowie.

Pani Bronikowska wróciła ze swoich podróży. Biedna kobieta jest całkowicie śmieszna. Stare mody, stare powiedzonka. Bardzo dziwne upodobania i wyimaginowana ozdoba.

Książę Stanisław kazał nas wezwać w sprawie starostwa szereszewskiego z Ekonomii, twierdząc, że trzymamy je złym prawem. Król miał uczciwość, gdy się o tym dowiedział, zbesztać swojego drogiego siostrzeńca i powiedzieć mi na całym zgromadzeniu głośno, że to się stało bez jego wiedzy, i że nakazał, by o tym nie myśleć. To mnie poruszyło wdzięcznością i chociaż nie mam kucharza, dam mu obiad w przyszłą sobotę w Wilanowie.

Chodzę często do teatru, bo są całkiem ładne balety. Wieczorem występuje Arlekin, który jest bardzo dobry. Moja droga przyjaciółko, podziękuj panu Adamowi za szpadę – zrobiła wielkie wrażenie. Ucałuj go czule, tak samo jak Knolusa.

Zrobiłam wszystko, żeby zdobyć tamburyn, ale nie mogę żadnego znaleźć. Zamówiłam jeden, ale jeszcze nie jest gotowy.

Napisz mi kilka słów o zdrowiu pani Konstancji. Bardzo się o nią martwię: czy John przysłał lekarstwa? Rozmawiałam z Key o jego bracie: obiecuje piękne rzeczy, ale Bóg wie, kiedy. Wysłałam wam przez pana Witoszyńskiego pyszne Harampy, ale trzeba je każdorazowo, kiedy chcecie je zjeść, namoczyć mąkę w mleku. Oto posrebrzane brzoskwinie, które przekażesz pani Konstancji. Mały obrazek Nadziei dla pani Aleksandry: to jej pomysł, który kazałam wykonać Smuglewiczowi. Ofiarowuję jej ten mały szkic jako autorce tego uroczego pomysłu. Nie mogłam dostać gąsienic dla pani Stolnikowej: nie było na to żadnego sposobu w tym czasie. Za pieniądze pani Konstancji ma ona bardzo ładną, modną chustkę, ale nie mogę jej wysłać przez Kresy, bo by się zgnietło. O tabakę codzień wojnę toczę z panem Witosławskim, ale jeszcze sprawy nie mogę dojść. Żegnaj, moja droga przyjaciółko, pozdrów całe Puławy. Podziękuj panu Ciesielskiemu za jego pamięć i uprzejmość. Od kilku dni pan Szymanowski czuje się bardzo źle. Bardzo się obawiam, że może być z nim niedobrze. Starościankę ściskam serdecznie. I fracusia.

O pierwszych lotach balonowych w Polsce i o tym, co zobaczyła Izabela Czartoryska


Bywają takie chwile w historii, kiedy człowiek nagle czuje, że świat nie jest już tym samym światem co wczoraj. Jeszcze przed chwilą wszystko miało swoje miejsce. Ziemia była ziemią, niebo było niebem, a granica między nimi wydawała się nienaruszalna. A potem pojawia się balon. Lekki, niepojęty, niemal nierzeczywisty. Wznosi się nad tłumem i przez kilka minut wszyscy patrzą w górę z tym samym uczuciem.

Tak musiała wyglądać Warszawa na początku roku 1784, kiedy po raz pierwszy patrzono w niebo nie z modlitwą ani z lękiem przed burzą, lecz z osłupieniem wobec wynalazku. Balon nie był wtedy tylko osobliwością. Był obietnicą. Był znakiem, że granica między ziemią a niebem nie jest już tak niewzruszona, jak wmawiano ludziom przez całe stulecia.


W listach Izabeli Czartoryskiej z 1 i 8 marca 1784 roku zachował się ślad właśnie takiego momentu. Nie suchego opisu doświadczenia, lecz żywego poruszenia. Najpierw pojawia się balon wypuszczony na dziedzińcu magnackiej rezydencji, wśród nieprzebranej ilości ludzi. Potem drugi, większy, unoszący się nad Wisłą, obserwowany z obu brzegów rzeki i z tarasu zamku. Tłum patrzy w górę, a balon przez chwilę jest jeszcze wyraźny, po czym staje się tylko punktem i znika oku. Dziś można te opisy powiązać z dwoma najważniejszymi warszawskimi pokazami balonowymi z tamtego czasu. Pierwszy z nich łączy się najpewniej z pokazem Bacha, Korna i Jana Gidelskiego, wypuszczonym 24 lutego 1784 roku z dziedzińca pałacu Branickiej przy Miodowej. Drugi bardzo dobrze odpowiada doświadczeniu Stanisława Samuela Okraszewskiego z 6 marca, kiedy większy balon wystartował z okolic Wisły i był obserwowany przez tłum oraz przez króla.    

Ale w tej historii najciekawsze nie jest samo ustalenie daty i miejsca. Najciekawsze jest to, że wśród całego oświeceniowego zachwytu nad nauką zachował się głos kobiety, która patrzy nie tylko na wydarzenie, lecz także na jego drżenie. U Izabeli balon nie jest jedynie maszyną. Jest zjawiskiem. Jest czymś, co zatrzymuje ludzi, odwraca ich uwagę od zwykłych rozmów, każe im wspólnie przeżyć zdumienie. I może właśnie dlatego te pierwsze loty balonowe w Polsce nie wydają się dziś martwą ciekawostką z kroniki techniki. Było w nich coś więcej niż eksperyment. Było w nich pragnienie przekroczenia granicy. Chwila, w której człowiek, choć jeszcze nie umiał naprawdę latać, zobaczył już, że może próbować.

Od tej chwili niebo nie należało już wyłącznie do ptaków, aniołów i marzeń. Należało także do człowieka.


 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page