top of page
Szukaj

Mój portret sprzed dziesięciu lat

(Izabela Czartoryska - o sobie)




Często mówiono o mnie w towarzystwie! Jedni widzieli mnie zbyt z bliska, inni zbyt z daleka i rzadko oceniano mnie taką, jaka byłam naprawdę. Mężczyźni nieraz się unosili moimi zaletami, podczas gdy kobiety oceniały mnie zbyt surowo.

Przyjaźń przymykała oczy na moje niechęci, zawiść wykorzystywała mnie jako pretekst do oczerniania, a obojętna opinia publiczna przyjmowała kolejno każdą opinię, nie troszcząc się o jej głębsze zrozumienie.

Muszę najpierw zaznaczyć, że szczęście przeważyło w moim losie i w moich sukcesach; i jeśli uznanie, że miałam ich wiele, może wydawać się próżnością, to ich zaprzeczanie byłoby nieszczerością.

Doszedłszy do wieku, w którym można oceniać siebie samą, chcę również wyrazić swoją opinię na własny temat; jeśli miłość własna mnie zaślepia, zgadzam się, by przyjaźń zatarła to, co piszę tylko dla niej.

Nigdy nie byłam piękna, ale często bywałam ładna: mam ładne oczy, a ponieważ wszystkie ruchy mojej duszy się w nich odbijają, to sprawia, że moja twarz jest interesująca; jestem blada tylko na tyle, na ile trzeba, by mieć, w połączeniu z różem, wystarczający blask.

Moje czoło jest gładkie i nie szpeci mojej twarzy; mój nos nie jest ani ładny, ani brzydki, ale był potrzebny taki właśnie, by ułożyć moją fizjonomię. Mam usta duże, zęby białe, uśmiech przyjemny i zarys twarzy ładny. Mam ilość włosów potrzebną, by łatwo się uczesać, są brązowe, podobnie jak moje brwi. Jestem raczej wysoka niż niska; mam sylwetkę smukłą, biust zbyt chudy, ręce brzydkie, stopę czarującą i ogólnie wdzięk we wszystkich moich ruchach.

Moja twarz jest jak mój umysł; największą zaletą jednego i drugiego jest to, że zawsze je mam, nie starając się ich pokazywać. Mam serce dobre, duszę aktywną i wyobraźnię rozpaloną.

Młodsza byłam bardzo kokieteryjna, jestem nią z każdym dniem mniej; ale jednak, moja płeć przypomina mi czasem jeszcze, że bardzo przyjemnie jest się podobać. Wychowanie mało staranne zostawiłoby mi całą impulsywność, jaką natura dała mi przy urodzeniu, ale pragnienie, by być kochaną przez wszystko, co mnie otacza, stopniowo mnie z tego koryguje.

Mam silną dawkę miłości własnej; zdecydowana zuchwałość nie była w stanie jej pomniejszyć, lecz rzadki takt, który mam od natury, zawsze był moją ochroną i zawsze powstrzymywał mnie od ryzykowania rzeczy, w których nie byłam pewna sukcesu. Ten sam takt zawsze mną kierował w taki sposób, że rzadko podejmowałam działania, które nie miały prawa interesować lub się podobać.

Zawsze miałam talent, by się pokazać i żadna kobieta nigdy nie miała bardziej subtelnej i delikatnej kokieterii. Wyznaję tu szczerze moje wady i daleka jestem od tego, by je usprawiedliwiać. Byłam bardzo podatna na humory i może byłabym taka jeszcze bardziej, gdybym miała mniej zdrowego rozsądku. Nadal zachowałam część tej wady, ale skoro przyznaję się do niej tak szczerze, mam nadzieję się z niej poprawić. Moje uczucia są prawdziwe. Przyjaźń, którą darzę ludzi, których kocham, jest żywa, czuła i niezmienna. Nigdy osoba trzecia ani okoliczność nie wpływa na zaufanie, jakim ich obdarzam. Moje serce nigdy nie zawiodło tego uczucia, które uważam za najbardziej odpowiednie, by uczynić szczęście trwałym. Stawiam moich przyjaciół ponad sobą i nigdy ich nie podejrzewam, ponieważ jestem nadmiernie ufna. Nic nie może sprawić, bym zmieniła zdanie o tych, których kocham, i moje serce nie odrywa się od nich, chyba że zmuszone przez powtarzające się krzywdy lub trwałą niewdzięczność. Jestem dobrą matką i nigdy nie miałam najmniejszej winy ani zarzutu do postawienia sobie w kwestii nienaruszalnego przywiązania, jakim darzę moje dzieci. Mój naturalny umysł jest sprawiedliwy, gdy daję sobie czas na zastanowienie, ale pierwszy impuls czasem mnie myli.

Nie jestem uparta na dłuższą metę, ale czasami jestem uparta w pierwszych chwilach. Mam wykształcony umysł, ale nie aż tak bardzo, jak się sądzi, słysząc, jak mówię. Mam pewne przyjemne talenty, ale żadnego doskonałego. Ten sam takt, który sprawia, że mówię stosownie, potrafi wydobyć wartość ze wszystkiego innego. Mam słabą pamięć, ale mam naturalne wyczucie smaku, które wyostrzyłam poprzez towarzystwo osób, z którymi żyłam.

Jestem skłonna do wesołości, jednak bardzo głęboko przejmuję się tym, co mnie smuci. Podobam się łatwo, ponieważ nie jestem wymagająca. Jest mi tak przyjemnie dodać, że zawdzięczam to przede wszystkim mojemu mężowi i moim dzieciom. Moje towarzystwo jest godne zaufania, a moja dyskrecja wytrzyma każdą próbę – mogę z prawdą powiedzieć, że nigdy nie zdradziłam zaufania kogokolwiek na świecie.

Wzruszam się łatwo i nie znoszę nienawiści w moim sercu. Gdy ktoś zmusza mnie, bym ją odczuwała, szybko się nią męczę jak ciężarem i pozwalam, by zastąpiły ją zapomnienie i obojętność. Szybko się niecierpliwię, ale panuję nad swoimi emocjami. Przyznaję, że jestem zręczna, ale nigdy nie po to, by oszukiwać. Jestem aktywna i lubię zajęcie.

Jak na kobietę, mam dość odwagi i nie tracę głowy w trudnościach ani w niebezpieczeństwach. Nie znam zazdrości; zapominam bez wysiłku osobistą zniewagę, ale bardzo silnie odczuwam tę, którą wyrządza się tym, których kocham. Nie mam ani pychy, ani ambicji, ale nie znoszę żadnego rodzaju upokorzenia. Uczuciem dominującym we mnie jest przywiązanie, jakie noszę do mojej Ojczyzny. To cel, z którym związałabym całą moją przyszłość: mój mąż, moje dzieci w moich uczuciach i moim charakterze, czynią ten cel przedmiotem kultu.

Tak drogi, że nic na świecie nie może mnie od tego oderwać. Oto, co widzę w sobie i czym sądzę, że jestem. Niewielu ludzi przeczyta to wyznanie – zostanie ono powierzona tylko przyjaźni, a więc będzie mogła być, bez trudności, uzupełniana lub skracana, jak się zechce. Jeśli moi przyjaciele znajdą w tym portrecie prawdę, ich aprobata sprawi, że bardziej cenić będę moje zalety i doda mi więcej zapału, bym poprawiła moje wady.

Napisane w wieku 37 lat, w Puławach.

Eli Czartoryska

Portret napisany w wieku 37 lat przedstawia mnie jako szczęśliwą, zadowoloną – lecz bardzo gwałtowne nieszczęścia stopniowo zmieniły mój charakter. Utrata mojego męża, któremu wszystko zawdzięczam; śmierć Zofii, której nie mogę przeboleć, oderwały mnie od świata i od towarzystwa. Po tych dwóch nieszczęściach myślę tylko o Bogu i [moich] dzieciach. Wieś sprawia mi przyjemność – i w wieku 86 lat oto są moje przyjęte radości. (1831)






 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page