top of page
Szukaj

Madame Geoffrin

Widziałam panią Geoffrin tylko ten jeden raz. Jej dom był miejscem zgromadzeń literatów i artystów, wszystkich tych, którzy mienili się posiadać geniusz i smak. Wszyscy cudzoziemcy tam się przedstawiali. Zdawało się, iż było to świadectwo dobrego tonu, móc powiedzieć, że się było przyjętym u Pani Geoffrin.

Mój małżonek odbył podróż do Francji a ja mu towarzyszyłam.

Przybyliśmy do Paryża. Miałam wówczas lat siedemnaście, a młodość moja była jeszcze powiększona przez niedobrze kierowane wychowanie wiejskie. Nigdy nic nie mówiłam, albowiem Natura dała mi pewien takt, który sprawiał, iż czułam, że na pewno źle bym mówiła, gdybym tylko odważyła się przemówić. Tak też było i u Pani Geoffrin. Nie chciałam się narzucać, ale wzięto moje milczenie za głupotę i za wyniosłość.

Byłam tam tylko ten jeden raz. Wkrótce potem wróciłam do ojczyzny i już o niej nie myślałam - aż do chwili, gdy sama przyjechała do Polski.

Oto, jak doszło do tego wydarzenia.

Hrabia „St. Ponio”, który bywał w Paryżu, miał piękną powierzchowność, duży urok i wiele ducha - wszystko to przyniosło mu wielką popularność u pani Geoffrin. Obsypała go przyjaźnią, dowodami życzliwości i szacunku. On zaś nie zapomniał swojej przyjaciółki i odwzajemniał jej te uczucia.

Pani Geoffrin, może trochę próżna z powodu przyjaźni młodego i uprzejmego króla, dała się skusić i przybyła do Warszawy. Zapowiedziała swój przyjazd kilka miesięcy wcześniej, więc król miał czas urządzić jej apartament w zamku, absolutnie podobny do tego, który zajmowała w Paryżu.

Kiedy przyjechała do Warszawy, w pierwszych chwilach była olśniona. Serce miała jeszcze pełne uniesienia. W Warszawie otaczało ją wiele pięknych i miłych kobiet, uroczystości były wspaniałe, a wszystko wydawało się o wiele wyższe ponad to, co sobie wyobrażała.

Przyjechała tu z zamiarem oświecania nas, nadania tonu, zmieniania naszych obyczajów, naszych strojów, naszego sposobu bycia. Zamiast tego zobaczyła tylko rozmowy prowadzone dla niej, ale na uboczu. Bez podziwu i zachwytu, do których była przyzwyczajona. Otrzymała uznanie od króla, lecz bez większej serdeczności.

Szybko znudziła się swoją rolą i poczuła, że jej serce tęskni za Paryżem, gdzie doskonały dom gromadził wszystkich znakomitych ludzi, gdzie przyzwyczajenie sprawiało, że wielu do niej powracało, a samo to przyzwyczajenie zapewniało jej życie, do którego przywykła.

Widziałam ją w Paryżu po jej pobycie w Polsce — i to właśnie w Polsce uważała mnie za dumną.



Kontekst historyczny:


Marie Thérèse Rodet Geoffrin (1699–1777) była jedną z najważniejszych i najbardziej wpływowych gospodarzy salonów literackich XVIII-wiecznego Paryża, uznawaną za symboliczną „matkę” epoki oświecenia. Pochodziła z niezamożnej rodziny. Jej ojciec był kamerdynerem, co z początku nie wróżyło wielkiej kariery w arystokratycznych kręgach. W wieku 14 lat została żoną François Geoffrina, bogatego producenta luster, który jednak nie cenił salonowych ambicji żony. Po jego śmierci (1749) zyskała całkowitą swobodę i środki, by uczynić swój dom przy rue Saint-Honoré centrum życia intelektualnego Europy.

W jej salonie gościli czołowi filozofowie, literaci i politycy: Diderot, d’Alembert, Rousseau, Voltaire, Marmontel czy Montesquieu. Geoffrin, choć sama nie miała formalnego wykształcenia, słynęła z niezwykłego taktu, umiejętności słuchania i życzliwości dla nowatorskich idei. Panowała tam zasada apolityczności i unikania drażliwych tematów. Uczestnicy czuli się swobodnie, skupiając na sztuce, literaturze i filozofii.

Nie mniej ciekawy i otoczony aurą plotek, był wątek relacji z rodem Poniatowskich. Madame Geoffrin utrzymywała bliski, wręcz matczyny kontakt ze Stanisławem Augustem Poniatowskim, późniejszym królem Polski. Przezywano ją nawet „paryską mamą ostatniego króla”. Miała też słabość do jego ojca, co niektórzy sugerowali jako rodzaj niewinnej fascynacji, z której część przeszła na syna. Nie ograniczała się do wsparcia emocjonalnego, a doradzała politycznie, pośredniczyła w zdobywaniu kontaktów i patronowała francuskim artystom oraz architektom, którzy podróżowali do Warszawy na zaproszenie Poniatowskiego.

Pojawiały się też podszyte żartobliwą kąśliwością insynuacje, że Geoffrin czasem „szpiegowała” dla Stanisława Augusta, donosząc mu o wydatkach jego stypendystów we Francji czy opiniach paryskich elit o polskich sprawach.

Postać Marie Thérèse Geoffrin pozostaje symbolem kobiecej siły, subtelnego wpływu i złotego wieku intelektualnych salonów Europy.



***


We wspomnieniach księżnej Czartoryskiej, Madame Geoffrin pojawia się tu przede wszystkim jako lustro, dzięki któremu możemy zobaczyć niezwykłą zdolność Izabeli do psychologicznego wglądu. Widzi, że oczekiwania słynnej salonnière zderzyły się z polską rzeczywistością, ale znacznie ważniejsze jest to, jak to widzi. Bez ironii, bez triumfu, bez upiększeń. Rejestruje emocje drugiej kobiety z precyzją kogoś, kto potrafi odczytywać motywacje pod warstwą zachowań.

Nie interpretuje zachowania Madame Geoffrin jako kaprysu czy wyniosłości. Rozumie je jako reakcję człowieka, który całe życie budował swoją wartość na byciu w centrum. Uderza ją, jak bardzo rola wpływa na osobowość, jak trudno znieść sytuację, w której nikt tej roli nie potwierdza. To spojrzenie jest nie tylko trzeźwe, ale głęboko empatyczne.

Jednocześnie księżna przemyca w tych obserwacjach coś o sobie. Ujawnia własną świadomość tego, iż także ona bywa postrzegana inaczej niż czuje. Pod tą notatą kryje się refleksja nad własnymi „ułomnościami”, nad maską towarzyską, nad tym, jak łatwo wziąć ją za chłód.

W tym fragmencie Izabela pokazuje, że potrafi widzieć ludzi „od środka” i jednocześnie z tej samej perspektywy analizować siebie. Dzięki temu wątek Madame Geoffrin staje się już nie historią o sławnej Francuzce, lecz o samotności, oczekiwaniach i o subtelnej, bolesnej różnicy między obrazem a prawdą.

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page