Mój mały ogród – wspomnienie moich dobrych dni.
- czytamszeptem
- 4 sie 2025
- 4 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 11 sie 2025
Szczęśliwe dni, chwile pełne uroku, spędzone w tym zakątku świeższym niż jutrzenka pięknego dnia. Ileż to razy czułam szczęście cieszenia się pod waszymi bujnymi cieniami moimi wspomnieniami i uczuciami!
Ach! Mój mały ogród będzie mi zawsze drogi: bo zawsze kwitnący, zawsze zadbany, znajdę w nim każdego dnia nowe uroki, ofiarowane przez Naturę, zachowane przez moją pracę, docenione przez moją wdzięczność. Tak, noszę w sobie wdzięczność, wobec tego małego ogrodu, którego kocham jak łagodnego i uprzejmego przyjaciela, który przyjmuje mnie za każdym razem z nową łaskawością, który zawdzięcza mi swoje piękno tak, jak ja zawdzięczam mu moje najsłodsze chwile spędzonego czasu. Kiedy widzę go znowu po krótkiej nieobecności, moje serce doświadcza uczucia, jakie odczuwa się przy ponownym spotkaniu z przyjacielem. Często zdarzało mi się czuć, jak płyną mi łzy, po prostu na widok siebie otoczonej moimi drzewami okrytymi ich cieniem. Każdy krok, jaki stawiam w tym małym ogrodzie, przywołuje mi wspomnienie, myśl, uczucie. Godziny, [dni] które tam spędzam, upływają zbyt szybko dla szczęścia.
To szczęście przedkładam nad inne: Tak, przysięgam, mimo wielu dodatkowych lat, po wszelkim namyśle, jestem szczęśliwsza, osiadłszy w tym małym ogrodzie niż byłam w świecie. Mniej zmartwień, mniej tych dręczących niepokojów, które miłość własna nieustannie odradza pod tysiącem postaci. Więcej rozsądku, mniej szaleństw, wrażliwość bez egzaltacji, spokój bez obojętności, przyjemności zależne od moich środków, upodobania łatwe do zaspokojenia, więzi tak słodkie.
Oto, co Opatrzność zachowała mi na zmierzch życia:
Mój mały ogród otacza wszystkie moje pokoje. Budząc się, kieruję tam moje kroki, bez namysłu: nieodparty pociąg mnie tam wiedzie i znajduję się tam osadzona, zanim jeszcze pomyślę, by tam pójść. Wchodząc tam, czuję się jak owinięta zapachem kwiatów, którymi jest wypełniony. Pierwszą rzeczą, która uderza moje oczy, jest biały marmurowy ołtarz, który od osiemnastu lat poświęciłam Bogu, w imieniu moich dzieci. Jakże drogi jest ten hołd mojemu sercu! Został ofiarowany temu, który pozwala mi nazywać go moim Ojcem, temu, który zachował mi moje dzieci, temu, który pociesza, temu, który pozwala mieć nadzieję, temu, którego zawsze odnajduję jako dobrego i miłosiernego. Ten ołtarz otoczony jest ogromnymi topolami, posadzonymi moją ręką. Natura zdaje się je chronić, a ziemia wydaje się je dźwigać z dumą. Przewyższają szczytem wszystkie drzewa w okolicy. Te topole, otoczone gęstymi bzami, wyglądają, jakby wyrastały z ukwieconego kosza. Bzy, splecione z azaliami o złotych kwiatach, splatające swoje czarujące bukiety, tworzą ten krąg tak drogi mojemu sercu. Obok ołtarza rośnie dzika róża o pachnących liściach, rozmaryn o pełnych kwiatach, róże, fiołki – wszystkie te kwiaty kolejno zdobią biały marmur położony u stóp ołtarza z tym prostym napisem: Bogu! Dla moich dzieci. Wdzięczność go wyryła, słodka nadzieja każe mi go wciąż na nowo odczytywać. Dalej, obok mojego okna, umieściłam moją wolierę, gdzie moje kanarki latem korzystają z pewnego rodzaju wolności. Zacieniona przez dużą, gęstą akację, porośnięta jest wiciokrzewem i pnączami. Spośród pachnących bukietów, które te rośliny wytwarzają, można dostrzec kanarki żółte, szare, zielone – ich gniazda, ich radość. Słychać ich ćwierkanie, śpiewy, kłótnie i zaloty. Obok woliery, każdej wiosny hoduję zbiór kwiatów. Róże na wysokich łodygach, janowce o giętkich gałązkach, mirty o pełnych kwiatach, pomarańcze w pełnym rozkwicie, magnolie o błyszczących liściach – wszystko to wznosi się na pierwszych stopniach tarasu. Niżej rosną kępy różowych goździków, lewkonii purpurowych, białych, fioletowych i wielobarwnych, goździków o ciepłych odcieniach oraz kwiatów wszelkiego rodzaju, mieszających swoje lśniące barwy i zachwycające zapachy. W kącie przegrody, która przylega do mojego okna, stół z małym daszkiem z mat, służącym za osłonę przed słońcem w ogrodzie. Tam się jada śniadanie, tam się pracuje, tam się rozmawia z ufnością. Po drugiej stronie cztery filary z ciosanego kamienia, zwieńczone daszkiem z trzciny, wokół których wiją się rośliny pnące, tworzą małe zacisze, którego uroda jest zachwycająca. Z jednej strony to Wisła, często pokryta łodziami. Z wnętrza widać Świątynię, jej portyk, jej kolumny i stare drzewa, które ją ocieniają. Na środku […], między wielkimi skupiskami ogromnych drzew, dolina bardzo rozciągnięta, łąki pokryte bydłem, zakończona górami, wioską i kościołem. W spokojne i ciche wieczory, dźwięk dzwonu, choć oddalony, czasami dociera aż do mnie. Pod jednym z filarów mojego zakątka umieściłam pięknego fauna. Z białego marmuru, pod zadaszeniem, wśród pachnących roślin. Jest to symbol radości mojej duszy i lubię go widzieć pomiędzy imponującą sylwetą Świątyni, melancholijnym widokiem doliny, a ciałem starca na tej starej Wiśle, która przypomina mi wiele rzeczy. Trochę dalej wznosi się stara lipa, która z pewnością widziała wiele pokoleń następujących po sobie. Zdaje się chronić mój mały ogród, okrywać go swoim cieniem, tak samo jak małą chatkę umieszczoną pod jej gałęziami. Od wielu lat jest ona zamieszkiwana przez słowika, który każdej wiosny wraca, by ją zamieszkać ze swoją małą rodziną. Masyw roślin tworzy ogrodzenie z jednej strony mojego drogiego ogrodu, z drugiej zamknięty jest jedynie przez giętkie krzewy, które pozwalają oku je przekroczyć i zobaczyć częściowo rozległość wielkiego ogrodu.
Dlaczego, powie mi ktoś, ten opis, skoro mieszkam w tym miejscu i należy ono do mnie! To czysta wdzięczność, to uczucie nie do zdefiniowania, które przypomina przyjaźń, jaką darzy się Istotę, która przyczynia się do naszego szczęścia i której portret pragniemy posiadać. Spędzam moje życie w tym ogrodzie i jestem tam szczęśliwa: tam czytam, tam myślę, tam marzę. Tam jestem z moim mężem i moimi dziećmi. Tam daję lekcje mojej małej Zosi. To dziecko, które jest mi tak drogie, słucha mnie, rozumie mnie, odpowiada mi, zadaje mi pytania! Jej umysł i jej serce przyjmują wrażenia, które staram się jej przekazać. Ona przyzwyczaja się w tym małym ogrodzie do podziwiania drzew, kwiatów i Natury: całkiem naturalnie kieruję jej uwagę ku Temu, który wszystko stworzył.
Moja dusza, widząc, jak to młode dziecko rozwija się i kształtuje, powtarza w milczeniu obietnicę, którą złożyłam jej umierającej matce, by nigdy nie zaprzestać moich starań, mojej czułej troski wobec tej interesującej istoty, którą mi powierzono.
Przeszłam już wiek, w którym szalona beztroska przeszkadza dostrzegać szybki bieg czasu. Stopniowo wdzięk i wspomnienia moich pięknych dni zatarły się. Właśnie opisałam obraz moich dobrych dni. Oby mogły trwać jeszcze długo. Oby mój mały ogród — zawsze zielony, zawsze szczęśliwy — mógł często zatrzymywać przy mnie mojego męża, moje dzieci, moich przyjaciół.
Jeszcze raz powiem, że go kocham, bo wszystko mi się w nim podoba, wszystko wydaje mi się tam lepsze i szczęśliwsze. Moje przyjemności są tam bardziej wyraziste, mój drogi […] bardziej wierny. Kolor jeziora piękniejszy, słońce jaśniejsze, księżyc łagodniejszy, rosa świeższa, kwiaty bardziej wonne. To magia! Może to uniesienie, ale dlaczego miałabym się go wyrzekać! Ono tak często stanowi urok mojego życia.




Komentarze