top of page
Szukaj

Ostatnie godziny Katarzyny II Wielkiej

(Listopad 1796)


Maryniu kochana,


przyjechałam wczoraj i zostałam przyjęta znakomicie. (…) A nowiny są tym lepsze.

Książę Repnin został natychmiast mianowany feldmarszałkiem i równocześnie otrzymał rozkaz, aby w Polsce nie brano więcej żadnych rekrutów, a tych, których już zabrano, należy natychmiast zwrócić wraz z mundurami i całym wyposażeniem.

Książę Repnin, zachwycony, że wreszcie otrzymał rozkaz dokonania dobrego uczynku, natychmiast wysłał tak sprawnych ludzi, że chłopi już zaczęli wracać. Nawet do naszych dóbr odesłano sześćdziesięciu.


Radość była tak wielka, że wyglądało to jak jakieś święto.


Michelson otrzymał rozkaz strzeżenia Grodna, króla oraz kordonu od strony Prus. R. dowodzi całym wojskiem znajdującym się w Polsce. Jakiś Tormin ma gubernię wileńską, a Nowicki - słonimską. To na razie tyle.


Cesarzowa, dnia 16, została zaproszona na bal u Naryszkina. Wymówiła się - bez żadnego innego pretekstu - schodami. Natychmiast pięciu robotników kazało zrobić poręcz.

Nie mając już żadnego wyjścia, przyszła.

Została przyjęta bardzo ludowo, rozmawiała nawet z oficerami niższego stopnia i nie wycofała się wcześniej niż po północy.

O szóstej rano kazała wezwać swoich lekarzy, którzy stwierdzili, że rana na nodze, którą utrzymywano otwartą od osiemnastu lat, właśnie się zamknęła. Uznano ją za zagrożoną.

W południe kazała wezwać wielkiego księcia, swego syna i rozmawiała z nim cztery godziny, sam na sam. Następnie dostała gwałtownych konwulsji.

Odeszła w nocy z siedemnastego na osiemnastego.


Cesarz Paweł Pietrowicz (takie imię przyjął) natychmiast przyjął przysięgę.

Lud i zwykli żołnierze radują się aż do szaleństwa. Oficerowie niżsi żałują jej jednak, bo teraz kraść już nie będzie można.


Oto to, co śpieszę się wam oznajmić. Adieu, moja kochana Maryniu. Uściśnij Zosię i wszystkim się ode mnie kłaniaj.


Kontekst historyczny


Śmierć Katarzyny II Wielkiej bywa opisywana jednym zdaniem: nagła apopleksja, utrata przytomności, zgon. Tak wygląda wersja znana z podręczników i oficjalnych opracowań. Rekonstrukcje historyczne, oparte na raportach dworskich i relacjach lekarzy, są dość zgodne: rankiem cesarzowa doznała udaru krwotocznego, nie odzyskała świadomości i zmarła tego samego dnia wieczorem.

Jej syn - Paweł, został wezwany już po zasłabnięciu matki, a wydarzenia potoczyły się szybko i bez dramatycznych dialogów.

Tymczasem w jednym z prywatnych listów księżnej Izabeli Czartoryskiej do córki Marii, ostatnie godziny Katarzyny II wyglądają inaczej. Autorka opisuje wieczór poprzedzający śmierć: bal, na który cesarzowa nie chciała iść, rozmowy z ludźmi, wcześniejszy powrót. Następnie pojawiają się lekarze, wielogodzinna rozmowa z synem, dopiero potem konwulsje i zgon. To narracja bardziej uporządkowana, a cesarzowa jawi się jako osoba świadoma, działająca do końca, domykająca sprawy państwa i rodziny.

Dlaczego te dwie wersje tak się różnią?

Po pierwsze: różne źródła, różne cele. Oficjalny raport ma być precyzyjny i oszczędny. Prywatny list – zrozumiały, ludzki, emocjonalny.

Po drugie: psychologia pamięci i narracji. Nagła, bezsłowna śmierć władczyni ma zupełnie inny wydźwięk. Przesunięcie rozmowy z synem „przed” zapaść zdrowotną nadaje wydarzeniom inny sens, a przede wszystkim zmienia sposób patrzenia na relację matka – syn. Pozwala spekulować, iż Katarzyna odeszła świadomie, a nie została brutalnie zabrana przez chorobę, i że przed śmiercią przekazała Pawłowi instrukcje, o których historia milczy.

Jak było naprawdę? Nigdy się nie dowiemy, ale warto czytać szeptem, między wierszami.

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page