top of page
Szukaj

Pożegnanie

Zaktualizowano: 11 sie 2025

A. C.

Chcieć malować Duszę, serce, umysł i przymioty Adama A. Cz. jest to rzeczą i trudną, i próżną. Trudno, bo nie ma wyrazów, które by wyobrazić potrafiły ten rzadki zbiór cnót i wszelkich najszlachetniejszych skłonności. Tę uprzejmość miłą, tę grzeczność wszelkiego rodzaju, ten rozum edukacją jeszcze wydoskonalony. A próżni, bo cała Polska go tak zna i jak go tu maluje.

Ale nie pisząc dla współczesnych, tylko dla potomności, wyrażę tutaj szczerze, że ten człowiek rzadki był najlepszym synem, jest najlepszym mężem, najtroskliwszym ojcem, najtkliwszym bratem, rzadkim w przywiązaniu swoim do ojczyzny, jedyny delikatności dla przyjaciół, wesoły, grzeczny w Posiedzeniu, stosujący się w społeczeństwie do okoliczności, do wszystkich tych, z którymi się znajduje. Dobroć serca jego, czułość Duszy przewyższa wszystko. Nigdy głos nieszczęśliwego płonnie do niego się nie odezwał. Nigdy prośba nędzy przez niego nie była odrzucona.

Urodził się z Augusta Czartoryskiego i z Zofii Maryi z Sieniawskich Czartoryski.

August Czartoryski, syn Kazimierza Czartoryskiego i Elżbiety z Morsztynów Czartoryski, z młodu oddany do wojsk austriackich z Książęciem Eugeniuszem kilka Kampanii odprawił. Lecz nieukontentowany, z różnych tam przyczyn, służbę tę porzucił, będąc przy tym Kawalerem Maltańskim, zaczął się puszczać na karawany morskie. Kiedy przyjechawszy do Polski, dla układów i dla interesów familii, poznał się z Panią Denkofową, Sieniawską z domu.

Ta była wdową, piękną, bogatą i całe nie tylko Polske miała w nogach swoich, ale nawet kilku Książąt zagranicznych – Książę Bragancyi, Książę holsztyński i inni. Los szczęśliwy to zrządził, że w tej ciżbie starających się o jej rękę, wybrała Księcia Czartoryskiego – młodego, grzecznego wprawdzie, ale mało mający fortuny i żadnego jeszcze urzędu. Te postanowienie na ówczas zadziwiło jednych, rozgniewało drugich, ale uszczęśliwiło tych, którzy się pobrali. Książę Czartoryski już ślubów nie czynił. Krzyż Maltański odesłał i w swojej ojczyźnie się został. Posiadał anedy powodzenie, był szanowany. Miał sobie Koronę Polską ofiarowaną, lecz już będąc w wieku podeszłym, odmówił ją i nie chciał tego ciężaru przyjąć. Umarł Roku 1781 w marcu.

Aż do śmierci miał dom otwarty i umiał nim rządzić. Wszyscy skwapliwie się tam zjeżdżali, tak krajowi jako i cudzoziemcy. Niechorowszy przed śmiercią, lecz osłabł na kilka dni przed tym ostatnim kresem życia naszego. Przecież ani się w łóżko nie kładł, ani wcale nie odmienił układ dnia, od dawna przyjęty. Wigilią dopiero śmierci, obudziwszy się z rana, wzrok już był stracił. Przecież wstał i ubrał się, jak zawsze. Do obiadu nie szedł, ale wieczór, słysząc dzieci swoje wszystkie i poznając po głosie, nie tylko spokojnie, ale nawet wesoło rozmawiał. Gdy godzina nadchodziła, w której od tyłu lat […], do Księcia Wojewody kazał się do stali zawieść w Krześle swoim. Tam, na miejscu tym, gdzie zwykle siadał, poznawszy po głosie Nuncjusza, wesołym i żartobliwym tonem przepraszał go, że już w Tryseta, tego wieczora, z nim grać nie może. Po tym rozjaśniając za zasłonę śmiertelną, która mu wzrok była odjęła, przecież była podwojona z przyczyny, że świec nie zaświecili, zapytał ludzi swoich, dlaczego o tym zapomnieli. Ale na odpowiedź Kamerdynera, że wszystkie światło zapalone, poczuł, że godzina przyszła, przejścia dla niego, z tego na tamten świat. Zawoławszy swego doktora, kazał mu puls macać i powiedzieć, wiele mu życia [obiecaie]; że ten się zastanowił i nic na to nie odpowiadał: czyż rozumiesz, że ja się tego boję – rzekł umierający do niego – mów mi prawdę, bez odwłoki. Doktor zniewolony, z nieśmiałością wyrzekł, że ledwie pół godziny dociągnąć może. Podczas tej rozmowy, tak smutnej, cały pokój się napełnił gośćmi i domowemi, aż do stajennych, aż do kucharzów, kuchtów, stróżów. Na ostatek, warta stojąca w sieni, stanęła w progu. Widzieć chcieli jeszcze raz tego, który już tyle lat dla nich był dobrym Panem, a który dla wszystkich śmiercią swoją, stał się przyczyną długiego żalu. Słysząc wyraźnie Doktora Kudy przytomni się łzami zalewali.

Kazał się do swego pokoju odnieść, prosząc Noncjusza, żeby mu towarzyszył w tym ostatnim momencie. Noncjusz zaczął psalmy mówić, lecz on w tym, „Panie oddaje w ręce twoje Ducha mego”, zasisnął go za rękę i skonał, w 87 roku życia swego.

Tu śmierć maluje życie cnotliwe, Duszę czystą, Człowieka z cnoty rzadkiego.

Zostawił duże dzieci, Adama Czartoryskiego i Izabelę z Czar. Lubomirską.


 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page