top of page
Szukaj

Wizyta u Paszy (Cz. 2)

Wprowadzenie do tekstu


Niewolnictwo dzieci w Imperium Osmańskim


W Imperium Osmańskim niewolnictwo było szeroko rozpowszechnione, także w formie niewolnictwa dzieci. Główne źródła to schwytani jeńcy wojenni z terenów Europy Wschodniej i Bałkanów, w tym z Grecji. Szacuje się, że między 1500 a 1700 r. do Imperium trafiło nawet 2 miliony niewolników różnego pochodzenia.

Dziewczynki często trafiały do haremu jako służące lub konkubiny. Białe dziewczynki, pochodzenia bałkańskiego, często były wyżej cenione od czarnoskórych, bo postrzegane jako bardziej „ekskluzywne”.

W ramach praktyki devşirme dziewczęta i chłopcy byli zbierani i wysyłani do haremu lub oddzielnych szkół. Choć devşirme dotyczyło głównie chłopców na żołnierzy, greckie chrześcijańskie dziewczynki również były w dostawach do haremu, będącego ogromną instytucją złożoną z różnych grup: konkubiny, żony, eunuchowie i niewolnice domowe.


Rola żon i faworyt w haremie osmańskim


Kobiety w haremie różniły się rangą i statusem. Najniżej były cariye — niewolnice i konkubiny; wyżej stały ikbale (ulubione), które otrzymywały osobne mieszkania i pensje. Po narodzinach syna mogły awansować do kadin — oficjalnych żon (żony formalne nie były częste, ale te, które miały syna, zdobywały większą pozycję).

Formalne małżeństwa z rodzin szlacheckich uważano za ryzykowne — mogły prowadzić do zbyt silnych wpływów rodzinnych. Dlatego konkubiny- niewolnice (cariye) były preferowane, ponieważ dawały potomstwo bez politycznych zobowiązań rodzinnych. Te konkubiny, które urodziły syna, mogły zyskać wielką władzę i zasoby jako matki następcy (valide sultan) oraz miały możliwość bycia aktywnymi w kulturze i dobroczynności, jednak wszystko zależało od dobrej woli władcy.


Wizyta u Paszy (Cz. 2)


Kochając najwyraźniej swoje kobiety mniej niż swoje konie, sam zaproponował, by wprowadzić mnie do haremu. Przyjęłam to z radością i poszłyśmy tam wraz z panią de Witt, panią Dembowską i panią Ciesielską. Wieczne korytarze, które trzeba było przejść, nim się tam dotarło, rozbudzały ciekawość i podniecały wyobraźnię. Panowała tam posępna cisza. Spotkałyśmy kilka czarnoskórych niewolnic i inne, chude, przerażające. Na końcu powiedziano nam, że idziemy do drzwi faworyty. Uprzedzono nas, że urodziła przedwczoraj i że była krewną wielkiego pana. Weszłam pierwsza. Była w pokoju pełnym okien, bez zasłon. Leżała na estradzie, z ogromnym turbanem na głowie ozdobionym klejnotami. Strój, który ledwie ją okrywał, był z tureckiej tkaniny, bogaty i wspaniały. Jej stopy i kolana były okryte mnóstwem szali. Ta część ceremoniału – będąc ledwie dziesięć dni po porodzie – jako żona paszy, była to konieczność, by przywdziała taki strój z racji swego stanu i rangi. Mój mąż jako generał Podola, był według Turków paszą Kamieńca. Zauważyłam ze zdziwieniem, że sułtanka miała paznokcie swoich rąk całe umazane na czerwono. Pani de Witt powiedziała mi, że kiedy chrześcijanie wchodzą do haremu kobiet, barwi im się ręce, aby uderzając w oczy, zapobiegały urokowi, który mogłyby rzucić takie spojrzenia. Ten środek ostrożności wydał mi się dziwny. Sułtanka była piękna, wydała mi się wysoka. Miała wspaniałe oczy, słabsze brwi, cerę o niezwykłej bieli, która ożywiała kolory jej twarzy, i usta czarujące. Jej wielka uprzejmość nadawała jej łagodność i wdzięk, które czyniły ją interesującą. Stare kobiety – eunuchowie i Turczynki – o odrażającej brzydocie tworzyły z nią wyraźny kontrast.

Tymczasem małe dziewczynki–niewolnice w wieku od dwóch do dwunastu lat, Greczynki z pochodzenia, urocze młodością i pięknem, podawały nam sorbet. Po pół godzinie wstałam, by odejść; cierpiałam, widząc stan biednej sułtanki i kazałam jej ofiarować mojego lekarza. Przyjęła go z żywością i wdzięcznością, podała mi swą gorącą dłoń. Opuściłam ją z przekonaniem, że ta piękna istota znajdowała się w największym niebezpieczeństwie.

Pani de Witt poprosiła, by zobaczyć dziecko: była to mała dziewczynka owinięta w piękne szale, która wydała mi się ładna. Matka, spostrzegłszy ją, wylała potok łez. Opuściłam to więzienie, to siedlisko niewoli ze ściśniętym sercem. Wracając do paszy, mówiłam mu o lekarzu, którego przyjął z radością. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pani de Witt, która złożyła komplementy na temat piękności jego córki. Ledwie wymówiła to słowo, starzec wpadł w furię. Uparcie powtarzał myśl o synu i nie znosił wspomnienia, że mogłaby to być córka. Jego wybuch nas przeraził; wyszedł natychmiast, a gdy wróciłyśmy, jeden z jego ludzi, jeszcze bardziej przestraszony niż my, opowiedział, co zaszło: Mój pan pragnął syna, a że Turcy nie śmią wchodzić do haremu przez czterdzieści dni po porodzie swoich kobiet, młoda sułtanka, nie zastanawiając się nad skutkami, pospieszyła z tym, by powiedzieć paszy, że urodziła mu syna, mając nadzieję, iż to dziecko, wychowane przez kilka lat w haremie, mogłoby zostać uznane i ocalone.

Niestety, jest on bezwzględny, a że pasza był porywczy i okrutny, lękałam się skutków całej tej sprawy. Wspomniałam łzy tej biednej istoty, którą w oczach nosiła jakby znak i przysięgę. Czułam się szczęśliwa, że nie znam języka tureckiego i mogłam pocieszyć się myślą, iż to nie ja rozumiałam cały ten zamęt. Wychodziliśmy już, by wrócić do Kamieńca, gdy człowiek paszy przyszedł mi powiedzieć, że przeprasza za to, iż się mną nie zajął, ale że poczuł się źle. Podziękował mi za dobrą wolę w sprawie lekarza, ale że już go nie chce. To sprawiło, że drżałam o los sułtanki. Trzy dni później dowiedziałam się z żalem, że ta młoda i piękna kobieta już nie żyła.


 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page